25 lipca 2017

Podróże z FIP-em

Sam zastanawiałem się, jak to będzie z moimi biletami FIP. Informacji jako takiej nie ma zbyt wiele, więc musiałem trochę poszukać i poczytać na ich temat. Zamówiłem, zapłaciłem, bilety przyszły. Na książeczce jest kilka punktów, według których musimy postępować korzystając z biletów. Jak to wygląda w praktyce? Na początek może zobaczmy sam bilet, a w zasadzie jego okładkę.

Okładka biletów FIP

Bilet FIP na koleje niemieckie

Każdy bilet ma 4 ponumerowane kupony, które wykorzystujemy w kolejności od 1, do 4. W wyznaczonym miejscu wpisujemy datę wyjazdu lub przekroczenia granicy. Jak to wygląda, pokażę niżej. W ten sposób nasz kupon jest ważny do godziny 24:00 dnia następnego. Należy jednak pamiętać, że przy jednodniowej podróży np. do Austrii przez Czechy, musimy wypisać 2 kupony na Czechy. Dlaczego? Otóż w momencie wyjazdu po za granicę danego kraju, kupon traci ważność i nie może być wykorzystany ponownie. Poniżej zdjęcie wypełnionego w całości biletu na Czechy. Podwójnie wpisywane daty są właśnie przykładem opuszczania kraju. W pierwszym przypadku celem podróży była Słowacja, a w drugim Austria. W obu przypadkach przejeżdżałem przez Czechy „tranzytem”.


Słowacja przez Czechy.
Podróż zaczynałem w Czeskim Cieszynie. Na pierwszy rzut trafił R 341 „Beskyd” z Ostrawy do Bańskiej Bystrzycy. Jest to międzynarodowy pociąg pospieszny. Skład miał wagony bezprzedziałowe oraz jeden wagon z 4 przedziałami i częścią dla osób na wózkach.
Wagon, jak wagon. Klimatyzacja działała, fotele w miarę wygodne. Pociąg jechał planowo, na stacji w Żylinie (Słowacja) wymieniono lokomotywę na popularnego tam „Nurka”. Zmiana kraju niezauważalna, no może po za zmianą jakości torowiska. W Czechach tor bezstykowy, Słowacja wita nas torem klasycznym. Prędkości w granicach 70-90 km/h. Wszak to trasa przez góry, więc jest w miarę okej.


Na stacji Vrútky przyszedł czas na przesiadkę na pociąg osobowy do stacji Horná Štubňa. No i tu do wyboru koleje słowackie dają nam: przedział, wagon bezprzedziałowy lub (to chyba jako jakiś dodatek) wagon motorowy na końcu składu. Wybór był bardzo trudny, albowiem jedno było gorsze od drugiego. Słońce już piekło, o klimatyzacji można zapomnieć. Ale na czele składu znowu „Nurek”, więc wybór padł na wagon przedziałowy. Znalazłem pusty i cieszyłem się podróżą po linii, która nieco przypominała mi nasz „Ostbahn”. Jednak tylko nieco, bo za oknami miałem niskie pasma górskie. Tym sposobem wydostałem się na przystanek Kláštor p.Znievom, gdzie przez kilka godzin robiłem zdjęcia.
Ruch jest akceptowalny, a nawet i więcej. Z każdej strony mamy pociąg osobowy w takcie 2-godzinnym, dodatkowo w odstępie 15-20 jedzie przed tym osobowym lub za nim pociąg pospieszny. Rozkład ułożony jest tak, że w miejscu gdzie stałem miałem 2 pociągi na godzinę. Dodatkowo trafiło się trio „Bardotek” oraz towarowy z dwoma „Nurkami” na czele. Dało to 11 pociągów od 9:40 do 14:00. 2 pociągi osobowe obsługiwane były przez „motoraka”, reszta osobówek, jak i pospieszne, prowadzone były „Nurkami”.

Wnętrze bezprzedziałowego wagonu w pociągu osobowym na Słowacji.

Wnętrze przedziału 2 klasy w pociągu osobowym na Słowacji.

Przedziałowy wagon 2 klasy w pociągu osobowym na Słowacji. Coś jak nasza „zdeklasowana jedynka”

Powrót zaplanowałem sobie na godzinę 14:17 pociągiem osobowym do stacji Vrútky i tam przesiadka na międzynarodowego pospiesznego R 342 „Odra” z Bańskiej Bystrzycy do Ostrawy. Jako, że pociąg pospieszny jedzie tuż za osobowym, istnieje możliwość przesiadania się na stacji Martin (przed stacją Vrútky). Ja jednak dojechałem osobowym do końca, gdzie okazało się, że mój pociąg pospieszny ma 10 minut opóźnienia. Ogólnie pociągi na linii jeździły poopóźniane w granicach 15 minut od samego rana. Ze stacji Vrútky do Żyliny byłem zmuszony jechać w przedsionku razem z kilkoma innymi osobami. Pociągami na Słowacji podróżuje sporo ludzi. W Żylinie nastąpiła wymiana lokomotywy ze spalinowej na elektryczną. Postój wydłużył się o dodatkowe minuty, przez co odjechaliśmy opóźnieni ponad 20 minut. Czekaliśmy na „rychlika” do Bratysławy. Niewątpliwym plusem naszych południowych sąsiadów jest trzymanie skomunikowań. Rozsypuje się przez to rozkład jazdy, ale każdy ma pewność, że do celu dojedzie. Na wyświetlaczach w Żylinie rysowały się inne opóźnienia, sięgające nawet 70 minut opóźnienie pociągu do Zwardonia.

Zapowiedź pociągu osobowego na stacji Vrútky:

 

W Żylinie udało się „upolować” miejsce siedzące. Im dalej w kierunku Czech, tym mniej ludzi w pociągu. Był to znowu wagon bezprzedziałowy, jednak tym razem z innym wnętrzem. Pociągiem dojechałem do Czeskiego Cieszyna, przeszedłem pieszo do Polski i dalej dojechałem autobusem do swojego „punktu wypadowego”.

Bezprzedziałowy wagon 2 klasy w międzynarodowym pociągu pospiesznym „Odra”

Problemy – zero.
Konduktorzy – przyjaźni, zorientowani. W pociągu osobowym na Słowacji konduktorka przez pomyłkę skasowała kupon na bilecie czeskim, zamiast słowackim. Od razu jednak zrobiła odpowiednią adnotację, powiedziała, że nie będzie z tym problemów.

Austria przez Czechy.
Kolejnym punktem docelowym wyjazdu jednodniowego był Wiedeń. Słynne miasto, opisywane jako jedno z ładniejszych w Europie. Niecałe 4 godziny jazdy, można jechać. Z Czeskiego Cieszyna udałem się pociągiem przyspieszonym do Ostrawy. Na dworcu Svinov czekała mnie przesiadka na express Ex 101 „Moravia” z Bohumina do Wiednia. I tu wykorzystałem dwa kupony na Czechy oraz dodatkowy na Austrię.
Rano na dworcu w Czeskim Cieszynie czekał już „City Elefant” relacji Czeski Cieszyn – Opava východ. Pociąg jednak nie miał nic na wyświetlaczach, podobnie jak puste były wyświetlacze na peronach. Musicie pamiętać, że plakatowe rozkłady jazdy w Czechach zawierają informacje o kategorii pociągu, jego numerze, relacji, ale nie ma tam ani słowa o torze, czy peronie z którego odjadą. To było dla mnie pewną przeszkodą, ale udało się w tym połapać. Z pocągu bardzo szybko wyszedł konduktor i zapytał w jakim kierunku chcę jechać. Podałem numer pociągu i stację Ostrawa Svinov, wskazał ręką drzwi i zaprosił do środka. Informacje na wyświetlaczach pojawiły się chwilę później.

„City Elefant” przedział na dole

„City Elefant” przedział górny

Bezprzedziałowy wagon 2 klasy w expresie „Moravia”. Wagon po modernizacji w PESA Bydgoszcz

Wagon przedziałowy w expresie „Moravia”

Problemy zaczęły się w trasie. Na stacji Albrechtice u Č.Těšina. Na dwutorowym szlaku, przy obu czynnych torach, czekaliśmy na pociąg z przeciwka. Przez to „zyskaliśmy” 10 minutowe opóźnienie i pod znakiem zapytania stanęła przesiadka w Ostrawie, na którą było 6 minut. Zostało iść do konduktora i dogadać się. Z tym nie ma problemów, Czesi są w stanie nas zrozumieć, a my ich, jeśli mówią powoli i jeśli każdy choć trochę się orientuje. Dodatkowo postarałem się o znajomość kilka słów, jak choćby opóźnienie, przesiadka, peron, tor. W kilku przystępnych słowach konduktor wyjaśnił, że u nich zawsze czeka pociąg niższej kategorii i od tego wyjątku nie ma. A w moim przypadku napisze wiadomość do dyspozytora i to on zadecyduje. Problemu nie było. Po chwili miałem już informacje, że oba składy będą przy tym samym peronie, żeby nie było problemu z przesiadaniem. W sumie przesiadło się około 10 osób, a konduktor wskazywał wszystkim gestami dłoni, gdzie mają wsiadać. Prędkość z Czeskiego Cieszyna do Ostrawy nie rzuca na kolana. Pociąg jechał, bądź też czasem telepał się 70 km/h. Na przejechanie 42 km, potrzebował 52 minuty.
W Ostrawie przesiadka na wspominany już wcześniej express. Zastanawiałem się, czy nie będę musiał dopłacać w pociągu czegokolwiek do moich biletów, ale od razu zaznaczam, że ta kategoria tego nie wymaga w Czechach. W Austrii pociąg jedzie jako pospieszny, dopłaty też nie trzeba robić. Należy jednak wspomnieć, że w pociągach wyższej kategorii jest ona wymagana. Z tego co się dowiedziałem wynosi 10 Euro do kuponu. Czyli jest ważna tak samo, jak wypełniony przez nas kupon i nie musimy płacić kilka razy w ciągu dnia.

1 klasa w bezprzedziałowym wagonie w pociągu Ex „Moravia”

Co do samego składu, liczył tylko 3 wagony. Bezprzedziałowy klasy 2 i 1, bezprzedziałowy klasy 2 i przedziałowy klasy 2. Zająłem jedno z ostatnich miejsc w bezprzedziałowym i ruszyliśmy. Prędkość pociągu, jak na magistralę przystało, wzrosła. Skład między stacjami jechał 140 km/h, zapowiedzi kolejnych stacji były w języku czeskim, niemieckim oraz angielskim. Po kilkunastu minutach jazdy rzuciła mi się w oko szyba, a konkretnie znaczek na niej. Wagon był po modernizacji w zakładach PESA Bydgoszcz. W dalszym ciągu natknąłem się także na „RegioSharki”, czyli znane u nas SA139 oraz mnóstwo pociągów towarowych z wagonami PKP Cargo. Wraz z upływem czasu, pociąg się trochę wyludniał. W Brzecławiu, ostatniej stacji w Czechach, zamieniłem wagon bezprzedziałowy na pusty przedział. Co by nie mówić, to siedzenia w bezprzedziałowych nie nadawały się na na więcej niż 1,5-2 godziny jazdy. Były zwyczajnie zbyt twarde. Do Wiednia dojechaliśmy planowo o 9:49. Nie pozostało nic innego, jak wcielić w życie plan zwiedzania. Wybrałem metro i nie wychodząc z dworca głównego, udałem się w podziemia. Za 2,20€ nabyłem godzinny bilet na przejazd metrem i udałem się dan Dunaj, skąd pieszo zwiedzałem miasto. Pamiętajcie, że na biletach FIP, możecie jeździć szybką koleją po Wiedniu.
Nie będę opisywał swojej wycieczki, podam jednak przykładowe ceny z Wiednia. Może komuś to się przyda.
Zestaw w fast-foodzie (Burger King) – 6,90€ (kanapka, duże frytki, napój)
Mała kanapka w McDonalds – 1-2€
Kawa w fast-foodzie – 1-3€, w samoobsługowym Starbucks do 4€ za dużą, herbata 1€
Pocztówka – od 0,40€, znaczek do Polski 0,80€
Kebab z budki – od 2,9€ w promocji
Pamiątkowe magnesy – od 2,5€
Woda mineralna w sklepie sieciowym – 0,5€ za litr
Kawa w kawiarni Sacher – 4,90-7,90€
Oryginalny tort Sachera – 6,90€ (dostępny także sernik i strudel jabłkowy w takich samych cenach, a także mini babeczka czekoladowa za 4,90€)
Obiad – od 9€, należy jednak pamiętać, że im bliżej centrum, tym drożej
Piwo lane – od 4,5€ (knajpy blisko centrum)
Gałka loda pod Belwederem – 1,9€ (porcja spora, co najmniej jak 1,5 naszej)
Warto także mieć z 10-15€ na jakieś czekoladki wiedeńskie. Ich ceny zaczynały się od 2€ za tabliczkę.

Wracajmy na dworzec. Warto być tam 45 minut przed pociągiem. Dlaczego? Można na spokojnie skorzystać z toalety (płatna 0,5€). Koszt toalety zostanie nam zwrócony podczas zakupów za minimum 2,5€ w oznaczonych na dworcu punktach (suma zakupów będzie pomniejszona o 0,5€). Podobny system funkcjonuje na dworcu głównym w Poznaniu. Po za tym pozostały czas można wykorzystać na zakup właśnie kawy, czy czegoś słodkiego. Sam mogę polecić samoobsługowy automat Starbucks, zlokalizowany w kiosku w przejściu na perony. Kawa dobra, mocna (jest też opcja słabszej) i tańsza niż w Polsce w lokalu.

Lokomotywa elektryczna Siemensa z pociągiem RailJet rusza z Wiednia. Uwagę zwracają ciekawe dźwięki towarzyszące rozpędzającej się maszynie.

 

Na dworcu spędziłem ponad godzinę, wykonałem kilka pamiątkowych zdjęć i filmów. Na wyświetlaczach sprawdziłem skąd odjedzie międzynarodowy pospieszny „Moravia”, którym wracałem i po podstawieniu składu zająłem miejsce w przedziale. Podobnie jak w drodze do Wiednia, tak i z powrotem, przesiadałem się na dworcu Ostrawa Svinov. Też na piętrową jednostkę elektryczną. Tym razem miałem ponad 20 minut na przesiadkę, wszystko przyjechało planowo, więc nie było problemów. W pociągu chwilę porozmawiałem z konduktorką, która zaciekawiona była na jakiej zasadzie u nas można otrzymać bilet FIP. Twierdziła, że w Czechach konieczne jest też posiadanie karty zniżek i zdziwiona była, że ode mnie nikt tego nie wymaga. Do Cieszyna wróciłem przed 23. Na tym zakończyłem wyjazdy zagraniczne.

Przejazd w jednostce „City Elefant”, wraz z zapowiedzią kolejnej stacji.

Facebook